Czasami zastanawiam się kiedy Polska stanie się cywilizowanym światem. Mamy bardzo dobre mniemanie o sobie w porównaniu ze wschodem, ale daleko nam jeszcze do Skandynawii czy zachodu. Tak pośrodku przyszło nam żyć i tak jakoś egzystujemy pomiędzy dziczą,
a jakimiś standardami wspólnego egzystowania. Kultura i szacunek do drugiego człowieka na codzień nie jest naszą mocną stroną. W wyścigu o miejsce w tramwaju starsze osoby odpalają nitro, pomimo wszelkich niedomagań. Wózkiem sklepowym także dostajesz po tyłku od sąsiada, ponieważ wszystkim się bardzo spieszy. I to zapewne przyspieszy pracę kasjerki. Wyżywamy się na obsłudze zamiast mieć pretensje do zarządu, kiedy ilość kas jest za mała. A w sumie to my jesteśmy małymi ludźmi, skoro wyżywamy się na niewinnych. Nie zawsze oczywiście tak jest, ale niestety w większości przypadków.
Kobieta w ciąży podobno jest uprzywilejowana, podobno. Naklejki "Mama ma pierwszeństwo", kartki na różnych drzwiach mówiące o wchodzeniu bez kolejki, kasy pierwszeństwa w marketach, znaczki w komunikacji. Ale poza tymi symbolami nie dzieje się w tej kwestii nic. Jak sobie nie wywalczysz, to pies z kulawą nogą na ciężarną nie zwróci uwagi. Ale jak to? Wszak to wyjątkowy i błogosławiony czas. Może w mitologii, ale nie w społeczeństwie.
Historia banalna, a doskonale obrazująca rzeczywistość. Kobieta w widocznej ciąży. Nie czeka, aż dopcha się po skierowanie z NFZ na badania i pomimo ubezpieczenia decyduje się zapłacić 190zł za nie w prywatnym laboratorium. Owy przybytek mieści się w budynku razem z innymi placówkami medycznymi. Wchodząc napotyka tłum emerytów i rencistów. Raczej nie spodziewa się, że oni także poszli jej śladem i płacą za tę przyjemność. Średnia wieku 68 lat. Wchodzi do gabinetu by rozeznać sytuację. W tym momencie spada na nią grad wyzwisk i kalumni ze strony owych, wcale nie takich miłych, staruszków. Tłumaczy, że jest w ciąży, ale to nie jest żaden argument. Wszyscy czekają, a ty babo przede wszystkim będziesz czekać, i ciąża wcale ci nie pomoże. Idzie do informacji, drukuje jakieś niezbędne potwierdzenia i pyta panią z obsługi jakie są szanse, że wejdzie bez kolejki. Pani wzrusza tylko ramionami mówiąc: to zależy od reszty pacjentów. Client servive na poziomie. Płacisz za coś co ci się należy, a i tak nie masz na co liczyć. Tak trudno było wyjść zza okienka i powiedzieć: ta pani wchodzi bez kolejki, gdyż jest w ciąży. Ale nic ponad program. Zachciało jej się wyskoków, to niech sobie radzi.
Tłum nadal wściekły, nawet nie ustąpi miejsca by usiadła. Jakiś chojraczy dziadek pokrzykuje, że może symuluje stan wielce błogosławiony. A w jej głowie rodzi się myśl by zignorować zebranych i po prostu wtargnąć.
Badania trzeba robić bez wcześniejszego spożywania posiłku- jak wiemy, a dla niej kolejne 15 minut bez jedzenia skończy się zawrotami głowy, słabością, omdleniem. Tu nie ma kompromisów, dziecko swoje egzekwuje i ma w poważaniu wszystko inne. Tłum oczywiście z siebie zadowolony, wchodzi jeden dziadek, drugi, trzeci. Ona kombinuje... Zostało ich z dziesięciu czyli sytuacja nie do przejścia, a raczej przeczekania. W końcu któryś się lituje i wpuszcza przed siebie. Kobieta jest tam całe 7 min, a wychodząc już czuje, że ledwo stoi na nogach. Przeciągnęła granicę, i teraz nawet jedzenie jej nie pomoże.
Starsze osoby obligatoryjnie z racji wieku oczekują szacunku. Wiece szkoda, że same nie potrafią go okazać. Chcą uczyć młodszych jak się zachować, a sami kindersztubą nie grzeszą. Pierszeństwo dla ciężarnych nie jest głupim wymysłem. Każdy kto miał przyjemność być w ciąży, wie o czym mówię. Nie mnie to oceniać kto ma ile czasu, czy radosny staruszek robiący sobie badania kontrolne- czym sam się chwalił, że wypada mu to co 2 miesiące, może poczekać 7 minut, w momencie gdy dla kobiet w ciąży 7 minut na czzo to bardzo długo. Dodając pobranie dużej ilości krwi to wieczność.
Zawsze bardzo szanowałam osoby starsze, ale nie wszyscy są godni szacunku... Dlatego nie bądźcie zaskoczeni szanowni seniorzy, że po takich akcjach ci źli młodzi, niewychowani, ludzie, nie chcą wam ustępować miejsca w tramwaju, czy jak zasłabniecie nikt wam ręki nie poda. I nie zapłacze, gdy będziecie się żalić, że dzieci nie chcą się wami na starość opiekować. Widocznie mają ku temu jakieś powody.
piątek, 6 maja 2016
środa, 4 maja 2016
Kryzysowa narzeczona
Czy każdy zasługuje na wielką miłość? Nie! Każdy dostanie to, co sobie weźmie, a raczej na co sobie nie pozwoli. Mało to romantyczne, za to wielce pragmatyczne. Na przykład na bycie kryzysową narzeczoną lub męskim kołem zapasowym. A jak to wygląda od środka?
Cień ostatniej szansy. Zawsze mnie ciekawi, jak nierównomiernie rozkładają się u ludzi kompetencje. Jakie mogą zachodzić dysproporcje. A jak wiemy wielce reklamowana harmonia wcale nie jest głupia. Szczęśliwe życie- cokolwiek to znaczy, obejmuje nie tylko spełnienie zawodowe, a przede wszystkim osobiste. Znam bardzo wiele przypadków ludzi, którzy doskonale radzą sobie w biznesie, odnoszą sukcesy, a ich życie uczuciowe jest katastrofą. Myślimy na skróty: on ma kasę i pozycję, więc zapewne ogarnia wszystko. No niezupełnie. Sama się na tym łapię, jak chcę sobie dokopać. Jak to, niedomagasz w tym obszarze? Zła, zła dziewczynka.
Ł. jest bardzo ogarniętym życiowo facetem, w wieku 26 lat zarabiał tyle, że niejeden mógłby mu pozazdrościć. Jest dobrym człowiekiem, nie doszedł do tego po trupach, ale swoją pracą. Mieszkanie kupił za gotówkę, urządził i nabył kilka innych artefaktów. Bardzo dobrze porusza się po codzienności, w sprawach biznesu ma najkrótsze i najskuteczniejsze rozwiązania, bez podważania sumienia. Natomiast jego sprawy sercowe to porażka. Chciałby założyć rodzinę, leży mu to na sercu. Jednak od wielu lat nie ma stałej partnerki, a te z którymi się spotykał nie miały takich ambicji lub on nie trafiał w ich gust. Zwalanie na to, że nie miał w domu dobrego przykładu jest błędem, ponieważ jego rodzice bardzo się kochają. Wcale nie tak powoli zaczęła dotykać go desperacja, a jak wiemy, to jeden z najgorszych doradców.
Kryzysowa narzeczona. Ł. doszedł do ściany. Postanowił, iż jak pozna w miarę fajną dziewczynę, która będzie zainteresowana związkiem na stałe, to nie będzie czekał na fajerwerki, szybko się oświadczy, w końcu ustatkuje. No i poznał dziewczynę. Wprawdzie nie w jego typie, ani fizycznym ani psychicznym, za to chętną, domniemam równie zdesperowaną. Dziewczyna z małego miasteczka dobijająca 30stki, już jest mocno w plecy z planami małżeńskimi. Jakieś 5 lat. Dobrali się prawie idealnie. Ona nie jest dla niego atrakcyjna fizycznie, mają inne zapatrywania na życie. Ona chce żyć w małym rodzinnym miasteczku, on dalej robić karierę w Warszawie. Jemu zależy na poziomie życia, ona ma do tego stosunek ambiwalentny. Ona wierząca, on nie bardzo. Jedno w prawo, drugie w lewo. Czyli prawie wszystko się zgadza. Rozmawiałam, tłumaczyłam, że to prędzej czy później się rozpadnie. Teraz jeszcze przecierpi tę sytuację, ale jest perspektywa, że do końca życia będzie budził się koło widoku osoby na widok której będzie mu się wszystkiego odechciewało. Zagości żal i niespełnienie. Okazałam się nieskuteczna.
Nie z tego powodu, ale jakoś drogi nam się rozeszły. Myślałam, że jednak ten związek umrze śmiercią naturalną. Choć jedno zawalczy o coś lepszego. Nie. Po 2,5 roku nadal są razem, słodkie fotki na fb to dokumentują. Tylko żaru w tym brak. Najgorzej jak się ktoś uprze...
Ciekawa jestem jak ta sytuacja wygląda z jej perspektywy, bo kompletnie jej nie znam. Jakoś mój znajomy nie doprowadził do spotkania tłumacząc, że będzie zazdrosna, a i tak już grzebie mu w kompie i telefonie. Czyli pełne zaufanie, fundament udanego związku już jest. Czy jakby wiedziała, że mu się nie podoba, w żaden sposób, dalej by z nim była? A może on też nie jest dla niej atrakcyjny, ale trzeba wyrobić plan na życie...
Brzydka ona, brzydki on... Brzydcy ludzie jakoś się przyciągają. To nie jest moja ocena ich urody. Sami uważają się za mało atrakcyjnych, więc nie mierzą za wysoko. Łapią się cienia ostatniej szansy. Boją się, że przetrącony absztyfikant lub kuśtyczka odjedzie jak ostatni pociąg na zadupiu, a oni już nikogo nie znajdą. Znów desperacja jako główna motywacja.
Kolejny Ł. Jak na faceta mało atrakcyjny, trochę zaniedbany- te kilka kilogramów mógłby zrzucić i od razu poczułby się lepiej. A jednak jakiś urok w nim był. Co ciekawe chłopak z nadwagą gustował wyłącznie w chudzinkach (spotykam się z tym nie raz). Chciał sobie tym coś dorobić, bo przeważnie miał dziewczyny w typie Gwiazdy. Tipsy, opalenizna tunezyjska, mocne utlenienie włosów... Pobawiły się trochę chłopakiem, pociągnęły kasę i szły dalej. W końcu się poddał.
Napatoczyła się panna z nadwagą, dziwną szczęką, w typie oazowiczki: jakaś niekształtna spódnica, związane w warkocz włosy, zero mejkapu. Doszedł do wniosku, że zamknie oczy i za ojczyznę posiądzie ten wianek. Wszystkim wokół tłumaczył, że piękna nie jest, ale ma dobre serce. Widocznie wystarczy. Są małżeństwem od jakiegoś czasu, mają już 2 dzieci. Szybko im to poszło. Nawet bardzo. Trzeba było szybko działać... tyle, że on ogląda się za pięknymi paniami, a ona o czym myśli...tego nie wiem. Ja natomiast myślę o ich wyborach. Podobno prowizorka utrzymuje się najdłużej. A relacje międzyludzkie niewiele mają wspólnego z logiką.
Niech on zwariuje na twoim punkcie. Niech ona kocha cię całym sercem.
Nie odbieraj sobie szansy na szczęście i prawdziwą miłość, bez znaczenia czy masz 30, 40, 50 czy 60 lat, bo będzie narastać w tobie rozczarowanie i zgorzknienie.To jak postrzegają cię inni w dużej mierze nie ma nic wspólnego z tym jak robisz to ty. Myślisz o sobie źle? Jesteśmy wobec siebie bardzo krytyczni i najczęściej zaniżamy swoja "wartość rynkową". Kiedy dopada nas kryzys, popatrzmy na sytuację z perspektywy czasu. Po radykalnych decyzjach jak ślub z osobą której może nawet nie lubimy, będzie tylko gorzej. Szambo żalu wybije prędzej czy później. Odkręcenie sytuacji będzie trwało dłużej, niż wcześniejsze wyplątanie się. Czy warto zmarnować sobie życie? Czy mało jest nieszczęśliwych ludzi by dołączać do ich grona? Może warto poczekać na kolejny pociąg, a nóż okaże się Złotym.
Cień ostatniej szansy. Zawsze mnie ciekawi, jak nierównomiernie rozkładają się u ludzi kompetencje. Jakie mogą zachodzić dysproporcje. A jak wiemy wielce reklamowana harmonia wcale nie jest głupia. Szczęśliwe życie- cokolwiek to znaczy, obejmuje nie tylko spełnienie zawodowe, a przede wszystkim osobiste. Znam bardzo wiele przypadków ludzi, którzy doskonale radzą sobie w biznesie, odnoszą sukcesy, a ich życie uczuciowe jest katastrofą. Myślimy na skróty: on ma kasę i pozycję, więc zapewne ogarnia wszystko. No niezupełnie. Sama się na tym łapię, jak chcę sobie dokopać. Jak to, niedomagasz w tym obszarze? Zła, zła dziewczynka.
Ł. jest bardzo ogarniętym życiowo facetem, w wieku 26 lat zarabiał tyle, że niejeden mógłby mu pozazdrościć. Jest dobrym człowiekiem, nie doszedł do tego po trupach, ale swoją pracą. Mieszkanie kupił za gotówkę, urządził i nabył kilka innych artefaktów. Bardzo dobrze porusza się po codzienności, w sprawach biznesu ma najkrótsze i najskuteczniejsze rozwiązania, bez podważania sumienia. Natomiast jego sprawy sercowe to porażka. Chciałby założyć rodzinę, leży mu to na sercu. Jednak od wielu lat nie ma stałej partnerki, a te z którymi się spotykał nie miały takich ambicji lub on nie trafiał w ich gust. Zwalanie na to, że nie miał w domu dobrego przykładu jest błędem, ponieważ jego rodzice bardzo się kochają. Wcale nie tak powoli zaczęła dotykać go desperacja, a jak wiemy, to jeden z najgorszych doradców.
Kryzysowa narzeczona. Ł. doszedł do ściany. Postanowił, iż jak pozna w miarę fajną dziewczynę, która będzie zainteresowana związkiem na stałe, to nie będzie czekał na fajerwerki, szybko się oświadczy, w końcu ustatkuje. No i poznał dziewczynę. Wprawdzie nie w jego typie, ani fizycznym ani psychicznym, za to chętną, domniemam równie zdesperowaną. Dziewczyna z małego miasteczka dobijająca 30stki, już jest mocno w plecy z planami małżeńskimi. Jakieś 5 lat. Dobrali się prawie idealnie. Ona nie jest dla niego atrakcyjna fizycznie, mają inne zapatrywania na życie. Ona chce żyć w małym rodzinnym miasteczku, on dalej robić karierę w Warszawie. Jemu zależy na poziomie życia, ona ma do tego stosunek ambiwalentny. Ona wierząca, on nie bardzo. Jedno w prawo, drugie w lewo. Czyli prawie wszystko się zgadza. Rozmawiałam, tłumaczyłam, że to prędzej czy później się rozpadnie. Teraz jeszcze przecierpi tę sytuację, ale jest perspektywa, że do końca życia będzie budził się koło widoku osoby na widok której będzie mu się wszystkiego odechciewało. Zagości żal i niespełnienie. Okazałam się nieskuteczna.
Nie z tego powodu, ale jakoś drogi nam się rozeszły. Myślałam, że jednak ten związek umrze śmiercią naturalną. Choć jedno zawalczy o coś lepszego. Nie. Po 2,5 roku nadal są razem, słodkie fotki na fb to dokumentują. Tylko żaru w tym brak. Najgorzej jak się ktoś uprze...
Ciekawa jestem jak ta sytuacja wygląda z jej perspektywy, bo kompletnie jej nie znam. Jakoś mój znajomy nie doprowadził do spotkania tłumacząc, że będzie zazdrosna, a i tak już grzebie mu w kompie i telefonie. Czyli pełne zaufanie, fundament udanego związku już jest. Czy jakby wiedziała, że mu się nie podoba, w żaden sposób, dalej by z nim była? A może on też nie jest dla niej atrakcyjny, ale trzeba wyrobić plan na życie...
Brzydka ona, brzydki on... Brzydcy ludzie jakoś się przyciągają. To nie jest moja ocena ich urody. Sami uważają się za mało atrakcyjnych, więc nie mierzą za wysoko. Łapią się cienia ostatniej szansy. Boją się, że przetrącony absztyfikant lub kuśtyczka odjedzie jak ostatni pociąg na zadupiu, a oni już nikogo nie znajdą. Znów desperacja jako główna motywacja.
Kolejny Ł. Jak na faceta mało atrakcyjny, trochę zaniedbany- te kilka kilogramów mógłby zrzucić i od razu poczułby się lepiej. A jednak jakiś urok w nim był. Co ciekawe chłopak z nadwagą gustował wyłącznie w chudzinkach (spotykam się z tym nie raz). Chciał sobie tym coś dorobić, bo przeważnie miał dziewczyny w typie Gwiazdy. Tipsy, opalenizna tunezyjska, mocne utlenienie włosów... Pobawiły się trochę chłopakiem, pociągnęły kasę i szły dalej. W końcu się poddał.
Napatoczyła się panna z nadwagą, dziwną szczęką, w typie oazowiczki: jakaś niekształtna spódnica, związane w warkocz włosy, zero mejkapu. Doszedł do wniosku, że zamknie oczy i za ojczyznę posiądzie ten wianek. Wszystkim wokół tłumaczył, że piękna nie jest, ale ma dobre serce. Widocznie wystarczy. Są małżeństwem od jakiegoś czasu, mają już 2 dzieci. Szybko im to poszło. Nawet bardzo. Trzeba było szybko działać... tyle, że on ogląda się za pięknymi paniami, a ona o czym myśli...tego nie wiem. Ja natomiast myślę o ich wyborach. Podobno prowizorka utrzymuje się najdłużej. A relacje międzyludzkie niewiele mają wspólnego z logiką.
Niech on zwariuje na twoim punkcie. Niech ona kocha cię całym sercem.
Nie odbieraj sobie szansy na szczęście i prawdziwą miłość, bez znaczenia czy masz 30, 40, 50 czy 60 lat, bo będzie narastać w tobie rozczarowanie i zgorzknienie.To jak postrzegają cię inni w dużej mierze nie ma nic wspólnego z tym jak robisz to ty. Myślisz o sobie źle? Jesteśmy wobec siebie bardzo krytyczni i najczęściej zaniżamy swoja "wartość rynkową". Kiedy dopada nas kryzys, popatrzmy na sytuację z perspektywy czasu. Po radykalnych decyzjach jak ślub z osobą której może nawet nie lubimy, będzie tylko gorzej. Szambo żalu wybije prędzej czy później. Odkręcenie sytuacji będzie trwało dłużej, niż wcześniejsze wyplątanie się. Czy warto zmarnować sobie życie? Czy mało jest nieszczęśliwych ludzi by dołączać do ich grona? Może warto poczekać na kolejny pociąg, a nóż okaże się Złotym.
czwartek, 28 kwietnia 2016
Damą być. Czyli 7 atrybutów klasy, stylu i czego nie robić w pociągu
Jadę pociągiem relacji Namysłów- Wrocław. Doskonale zdaję sobie sprawę, że miejsce z którego wyruszam należy do dość ubogich rejonów, a jednak bardzo się zaskoczę. Naprzeciwko mnie siada kobieta w wieku dość znacznym, ale może to tylko wrażenie ogólne. Może po prostu jest zmęczona życiem. Na pierwsze spojrzenie, rzuca mi się w oczy jej pomalowane na niebiesko oko...zobaczmy co dalej... a dalej jest tylko lepiej. Nóżka w cielistej rajstopce... tyle tylko, że nigdy nie tknięta maszynką do golenia. Paznokietki obgryzione do krwi... A co robi Dama po uprzejmym zapytaniu o miejsce?! Wyciąga lusterko i... zaczyna pensetą wyrywać wąsa. Dość pokaźnego i czarnego. Do tego pachnie bardzo tanimi perfumami z targu. Nie wierzę w to co widzę.
Zaczęłam się dogłębnie zastanawiać czy to na pewno chodzi o pieniądze, czym jest styl i klasa oraz czy domowe spa powinno odbywać się w miejscach publicznych. Bo można mieć 3 sukienki i 2 pary butów, a zawsze wyglądać stylowo. Mieć niewiele, ale zawsze klasę. To COŚ nieuchwytnego, a odpowiadającego za całokształt. Doskonale to widać po naszych gwiazdach większego lub mniejszego formatu. Są ubrane albo przebrane. Nawet za największe pieniądze pewnych kwestii nie kupisz.
Czy trzeba mieć nie wiadomo jakie nakłady finansowe żeby zawsze dobrze wyglądać? I zachowywać się jak DAMA?
Podstawa to:
BRAK WĄSA
Kobieto! Na wszystkich bogów w których wierzysz i w których nie wierzysz... bez znaczenia czy masz 13 czy 130 lat...nie hoduj wąsa! Ile razy widzi się atrakcyjna młodą kobietę z fajnym mejkapem, stylem...oraz wąsem. No nie...Tak nie może być.
Matko zapracowana i zabiegana- także spojrzyj w lustro czy czasami nie rzucił ci się wąs... On u kobiety jest zdecydowanie zły! Zawsze!!!
Może trzeba zrobić jakąś ogólnopolską akcję promującą depilację twarzy... zebrać gwiazdy, zwołać reporterów... od razu mówię, że się pisze na ambasadorkę walki z włochatą kwestią.
ZAWSZE ŚWIEŻE WŁOSY
Nie pomogą nie wiem jak drogie ubrania i dodatki jeśli masz nieświeże włosy. Od nich bardzo wiele zależy, tak zwane wrażenie ogólne. Potrafią kompletnie położyć lub zbudować wygląd. Jak to mówią fryzjerzy: nie każdy rodzi się ze szczotką w ręku, ale umycie ich nie jest chyba, aż takim wyzwaniem. Dobra stylizacja też wiele robi. Inwestycja we fryzjera lub samodzielnie zbudowany styl nie jest fanaberią, a gwarancją dobrego wyglądu i samopoczucia.
Temat fryzjerów to temat rzeka, na zasadzie rosyjskiej ruletki. Albo się uda albo nie. Sama pamiętam kiedy chwilę przed maturą przewrotnie z włosów za ramiona postanowiłam "coś" zrobić. No i wyszło "COŚ". Weszłam do pierwszego lepszego saloniku i powiedziałam, iż marzy mi się zmiana. Była prawie tak udana jak obecne ruchy rządu. Efekt... gniazdo strusia. Dziwnie krótkie na dole, jakieś ferfocle na górze. Nikt by w tym dobrze nie wyglądał. A fryzjerka do mnie: no! Całkiem inna twarz... Fatalnie, strasznie i źle. Myślałam, że dostanę zawału... We włosy warto inwestować.
Kolejny temat to farbowanie. Platynowy blond nie jest stylowy...no i kwestia odrostów. Były modne kontrolowane, ale normalnie wyglądają fatalnie. Jak już się decydujesz na jakiś kolor to pomyśl czy jesteś w stanie go utrzymać i zadbać o ich brak. Bo one doskonale odejmują wdzięku.
BRAK NIEBIESKIEGO OKA
Niebieski to trudny kolor w makijażu. Można się doskonale na nim przejechać. Więc po co ryzykować, lepiej zapobiegać niż leczyć. Dobranie odpowiedniego odcienia jest trudne, żeby nie wyglądać tanio, bardzo tanio. Jak Pani z Mięsnego. Jeśli chcesz uniknąć takiego efektu- unikaj niebieskości na oku.
DEPILACJA
Wiele razy byłam świadkiem widoku atrakcyjnej dziewczyny w rajstopach z...nieogolonymi nogami...A przejażdżki komunikacją miejską dostarczają faktów na temat owłosienie pod pachami. To od razu budzi pewne wątpliwości jakie jeszcze można spotkać niespodzianki. Depilacja obecnie jest podstawą higieny. Pachy, nogi...wąs... No chyba, że ktoś lubi kobiety pierwotne, obawiam się jednak, że amatorów może być jak na lekarstwo.
DOBRA TOREBKA, BUTY i PERFUMY= STYL
Możesz na prawdę mieć kilka ciuszków, ale dobrze wyglądające i wygodne buty (tak, tak, wygodne, w których nie chodzisz jak na szczudłach) to podstawa. Do tego torebka. Także możesz mieć jedną czy dwie, ale za to porządną, a nie 15 bazarowych krzyków mody... To podstawa stylu.
Perfumy to także must have inwestycji. Lepszym wyborem jest jeden markowy zapach z którym będziesz kojarzona niż 15 flakonów za 10zł, które pachą tandetą. Nie mówię, że kupienie drogich butów, torebki i perfum jest z automatu drogą do sukcesu. Ale kupowanie taniości najczęściej kończy się efektem taniości.
TEGO CZEGO NIE WIDAĆ czyli BIELIZNA
Coś co także często pozostawia wiele do życzenia... czyli bielizna. Możesz mieć stylóweczkę jak milion dolarów, ale jak masz poszarzałe majtki, brudny, brzydki stanik, bo przecież normalnie go nie widać, to woła o pomstę do nieba. Nigdy nie wiesz kiedy będziesz się musiała rozebrać. Możesz mieć wypadek, coś się może stać i trzeba będzie pokazać te nieefektowne szmatki na przykład w szpitalu. Wtedy dodatkowy stres gwarantowany.
Mężczyźni zwracają na to dużą uwagę i ty też powinnaś. Mając świadomość, że masz piękną bieliznę będziesz się lepiej czuć.
Nie ważne czy jesteś matką, ciężarną, żoną po 15 latach małżeństwa czy kochanką. Zrób sobie dobrze bielizną. Kiedy masz nosić te koronki jak nie teraz?
Kolejna kwestia to czy dorosła kobieta powinna nosić bieliznę z Myszką Miki... Ale to już zostawiam wam pod rozwagę...
PAZNOKCIE
Wielkie szpony we wzorki nie są znakiem jakości. Podobnie obgryzione do krwi ogryzki. Jak w przypadku akcesoriów lepiej zainwestować w kilka dobrej jakości lakierów, niż całe stado kolorów nie pasujących do niczego. Sprawdza się zasada im mniej tym lepiej. To na prawdę widać i ludzie zwracają uwagę na dłonie oraz paznokcie. Podobnie kontrowersją jest czy kobieta, a nie dziewczyna, powinna mieć na nich milion kolorów i wzorków. Tak częstokroć infantylnie, jakby ciało jej wyrosło, a umysł nie bardzo. Choć nie zawsze musi tak być, bo nie chodzi o pójście w nudę, ale dobry smak... jak na przykład zaprezentowany na zdjęciu...
Zamieszczone w poście zdjęcia nie są moja własnością.
Wrażenie ogólne = powalające.
Zwrócenie na siebie uwagi = 120%
Padłam.
I nie pomógł mi Powerade...
Zaczęłam się dogłębnie zastanawiać czy to na pewno chodzi o pieniądze, czym jest styl i klasa oraz czy domowe spa powinno odbywać się w miejscach publicznych. Bo można mieć 3 sukienki i 2 pary butów, a zawsze wyglądać stylowo. Mieć niewiele, ale zawsze klasę. To COŚ nieuchwytnego, a odpowiadającego za całokształt. Doskonale to widać po naszych gwiazdach większego lub mniejszego formatu. Są ubrane albo przebrane. Nawet za największe pieniądze pewnych kwestii nie kupisz.
Czy trzeba mieć nie wiadomo jakie nakłady finansowe żeby zawsze dobrze wyglądać? I zachowywać się jak DAMA?
Podstawa to:
BRAK WĄSA
Kobieto! Na wszystkich bogów w których wierzysz i w których nie wierzysz... bez znaczenia czy masz 13 czy 130 lat...nie hoduj wąsa! Ile razy widzi się atrakcyjna młodą kobietę z fajnym mejkapem, stylem...oraz wąsem. No nie...Tak nie może być.
Matko zapracowana i zabiegana- także spojrzyj w lustro czy czasami nie rzucił ci się wąs... On u kobiety jest zdecydowanie zły! Zawsze!!!
Może trzeba zrobić jakąś ogólnopolską akcję promującą depilację twarzy... zebrać gwiazdy, zwołać reporterów... od razu mówię, że się pisze na ambasadorkę walki z włochatą kwestią.
Nie pomogą nie wiem jak drogie ubrania i dodatki jeśli masz nieświeże włosy. Od nich bardzo wiele zależy, tak zwane wrażenie ogólne. Potrafią kompletnie położyć lub zbudować wygląd. Jak to mówią fryzjerzy: nie każdy rodzi się ze szczotką w ręku, ale umycie ich nie jest chyba, aż takim wyzwaniem. Dobra stylizacja też wiele robi. Inwestycja we fryzjera lub samodzielnie zbudowany styl nie jest fanaberią, a gwarancją dobrego wyglądu i samopoczucia.
Temat fryzjerów to temat rzeka, na zasadzie rosyjskiej ruletki. Albo się uda albo nie. Sama pamiętam kiedy chwilę przed maturą przewrotnie z włosów za ramiona postanowiłam "coś" zrobić. No i wyszło "COŚ". Weszłam do pierwszego lepszego saloniku i powiedziałam, iż marzy mi się zmiana. Była prawie tak udana jak obecne ruchy rządu. Efekt... gniazdo strusia. Dziwnie krótkie na dole, jakieś ferfocle na górze. Nikt by w tym dobrze nie wyglądał. A fryzjerka do mnie: no! Całkiem inna twarz... Fatalnie, strasznie i źle. Myślałam, że dostanę zawału... We włosy warto inwestować.
Kolejny temat to farbowanie. Platynowy blond nie jest stylowy...no i kwestia odrostów. Były modne kontrolowane, ale normalnie wyglądają fatalnie. Jak już się decydujesz na jakiś kolor to pomyśl czy jesteś w stanie go utrzymać i zadbać o ich brak. Bo one doskonale odejmują wdzięku.
BRAK NIEBIESKIEGO OKA
Niebieski to trudny kolor w makijażu. Można się doskonale na nim przejechać. Więc po co ryzykować, lepiej zapobiegać niż leczyć. Dobranie odpowiedniego odcienia jest trudne, żeby nie wyglądać tanio, bardzo tanio. Jak Pani z Mięsnego. Jeśli chcesz uniknąć takiego efektu- unikaj niebieskości na oku.
DEPILACJA
Wiele razy byłam świadkiem widoku atrakcyjnej dziewczyny w rajstopach z...nieogolonymi nogami...A przejażdżki komunikacją miejską dostarczają faktów na temat owłosienie pod pachami. To od razu budzi pewne wątpliwości jakie jeszcze można spotkać niespodzianki. Depilacja obecnie jest podstawą higieny. Pachy, nogi...wąs... No chyba, że ktoś lubi kobiety pierwotne, obawiam się jednak, że amatorów może być jak na lekarstwo.
DOBRA TOREBKA, BUTY i PERFUMY= STYL
Możesz na prawdę mieć kilka ciuszków, ale dobrze wyglądające i wygodne buty (tak, tak, wygodne, w których nie chodzisz jak na szczudłach) to podstawa. Do tego torebka. Także możesz mieć jedną czy dwie, ale za to porządną, a nie 15 bazarowych krzyków mody... To podstawa stylu.
Perfumy to także must have inwestycji. Lepszym wyborem jest jeden markowy zapach z którym będziesz kojarzona niż 15 flakonów za 10zł, które pachą tandetą. Nie mówię, że kupienie drogich butów, torebki i perfum jest z automatu drogą do sukcesu. Ale kupowanie taniości najczęściej kończy się efektem taniości.
TEGO CZEGO NIE WIDAĆ czyli BIELIZNA
Coś co także często pozostawia wiele do życzenia... czyli bielizna. Możesz mieć stylóweczkę jak milion dolarów, ale jak masz poszarzałe majtki, brudny, brzydki stanik, bo przecież normalnie go nie widać, to woła o pomstę do nieba. Nigdy nie wiesz kiedy będziesz się musiała rozebrać. Możesz mieć wypadek, coś się może stać i trzeba będzie pokazać te nieefektowne szmatki na przykład w szpitalu. Wtedy dodatkowy stres gwarantowany.
Mężczyźni zwracają na to dużą uwagę i ty też powinnaś. Mając świadomość, że masz piękną bieliznę będziesz się lepiej czuć.
Nie ważne czy jesteś matką, ciężarną, żoną po 15 latach małżeństwa czy kochanką. Zrób sobie dobrze bielizną. Kiedy masz nosić te koronki jak nie teraz?
Kolejna kwestia to czy dorosła kobieta powinna nosić bieliznę z Myszką Miki... Ale to już zostawiam wam pod rozwagę...
PAZNOKCIE
Wielkie szpony we wzorki nie są znakiem jakości. Podobnie obgryzione do krwi ogryzki. Jak w przypadku akcesoriów lepiej zainwestować w kilka dobrej jakości lakierów, niż całe stado kolorów nie pasujących do niczego. Sprawdza się zasada im mniej tym lepiej. To na prawdę widać i ludzie zwracają uwagę na dłonie oraz paznokcie. Podobnie kontrowersją jest czy kobieta, a nie dziewczyna, powinna mieć na nich milion kolorów i wzorków. Tak częstokroć infantylnie, jakby ciało jej wyrosło, a umysł nie bardzo. Choć nie zawsze musi tak być, bo nie chodzi o pójście w nudę, ale dobry smak... jak na przykład zaprezentowany na zdjęciu...
Zamieszczone w poście zdjęcia nie są moja własnością.
niedziela, 24 kwietnia 2016
Trudne związki. Nie tylko ludzkie
Ludziom bardzo często się wydaje, że są wybitnymi
specjalistami w komplikowaniu sobie życia. Wchodzeniu w nieoczywiste relacje,
błądzeniu i cierpieniu, zagryzanym chwilami radości. Ale Niebezpieczne Związki
przytrafiają się nie tylko ludziom…
Konno jeżdżę od dziecka i relacje które te zwierzęta
nawiązują ze sobą oraz z ludźmi, są fascynujące.
Fidryna- piękna, subtelna, zdolna klaczka. Cała kara,
delikatna i piekielnie utalentowana. Jak przystało na końską arystokratkę,
nawet jak się wkurzy to tak stanie dęba, żeby nikomu nic ci się nie stało. Delikatnie
manifestuje swoje niezadowolenie, trudno ją zdenerwować. Nigdy nie nadepnęła na
człowieka, nie otarła czy przycisnęła do ściany (tak, tak, niektóre konie tak
lubią, sprawdzają ludzką wytrzymałość. Kiedyś tak zrobił mi ogromny ogier,
udało mi się wydostać, ale to była bardzo krucha sytuacja. Siły psychicznej
nauczyłam się także na koniach… trzeba mocy by zdominować takie wielkie, silne
i nieokiełznane zwierze). Jednym, słowem jest wspaniała, subtelna i delikatna.
Bardzo ją lubię.
Jej przyjacielem życia jest wałach Bandi. W typie
przerośniętego- chłopca. Wielki, silny i... głupi. Może nie głupi, ale uparty
maksymalnie. Można bata na nim połamać, krzyczeć, siłować się, a on i tak zrobi
swoje. Choć czasami bywają przebłyski w
jego wielkiej głowie, to trudny materiał genetyczny. Poprzedni właściciele
traktowali go jak dużego psa. Niewiele wymagali, karmili smakołykami. Wyrósł
rozpieszczony i egotyczny. W obsłudze
preferuje mężczyzn, silną rękę i działanie siłowe. Nadobna niewiasta niewiele
na nim pojeździ. Lubi być ostro trzymany za ryj, wtedy czuje że żyje. Zamiast 3
godzin siłowni, wystarczy z tym Panem 40 minut w siodle.
Ona delikatna i zwiewna. On jak walec drogowy. Żyją razem, a
dziwność tej sytuacji polega na tym, że ona go uwielbia, a on ją… nie. Jeśli nie
ma go w pobliżu, szuka go i rży
wystraszona. Można powiedzieć, iż wypełnia jej świat. Natomiast on jak
przystało na macho, traktuje ją dość ambiwalentnie. Wyżera jej siano, jak ktoś
ją głaszcze, a nie jego, obrywa od niego kopniaki. Kiedy przychodzi się
poocierać, on ma to gdzieś i sobie
odchodzi. Podpuszcza ją by wchodziła w elektrycznego pastucha (miała obcięte
wąsy przez poprzednich właścicieli, co upośledziło jej czucie, więc nie wyczuwa
przepływającego prądu, ale co tam czucie, ładniej to wygląda...) i zostaje
kopnięta prądem. Czyli ewidentnie ją podpuszcza. Wpycha ją w kałuże, choć wie,
że ona tego nie lubi... Jest dla niej okropny...a ona... dałaby się za niego
pociąć. Kiedy głupol zablokował się na leżąco w swoim boksie, bo wykopał dziurę
i nie mógł wstać, to tak rżała, że obudziła w nocy właścicieli żeby go
uwolnili… Obawiam się analogicznej sytuacji, on niewiele by się przejął. Spał
by dalej albo patrzył jak się biedna męczy.
To takie pocieszenie, że ciężkie relacje nie towarzyszą
tylko nam. Oni raczej tak będą siebie znosić do końca. My na szczęście możemy
podejmować decyzje, analizować, obierać inną drogę i szukać szczęścia jeśli go
nie zaznajemy. W naszym przypadku nic nie jest na zawsze, o ile nikt się nie
uprze.
czwartek, 21 kwietnia 2016
CYCKI bez kompleksów 4. Duże cycki duży problem
„Zrobiła sobie cycki” takie słowa są
piętnujące i pejoratywne, jednak bardzo wygodne by je w kogoś cisnąć. Walimy
słowami bez zastanowienia, wszak to nie kosztuje, a jaka satysfakcja. Ale te
cycki czasami trzeba rzeczywiście zrobić. Szczególnie jak w przypadku
dzisiejszej Bohaterki.
Moim Gościem w poprzednim *cyckowym
poście* była Paulina brafitterka. Dzięki niej poznałam Alicję. Kiedy Paula mi o
niej opowiadała nie mogłam nie wykorzystać okazji by jej nie poznać, a ona jest
na tyle otwarta oraz szczęśliwa z nowym biustem, że zgodziła się na małe
zwierzenia.
Poprosiłam Alicję by opowiedziała o
swoich doświadczeniach z dużym biustem, operacją i sytuacją po zabiegu.
Osobiście bardzo mnie jej słowa wzruszyły , cieszę się razem z nią jej obecnym
stanem.
W wieku 16 moje piersi urosły do monstrualnych
rozmiarów. Nie było wtedy staników na tak duży biust, a już tym bardziej
staników sportowych. Wtedy po prostu przestałam ćwiczyć i pogodziłam się z
myślą, że życie z takimi cyckami wygląda po prostu inaczej.
Po paru latach zaczęły się problemy z
kręgosłupem. Na imprezach co chwile marudziłam, że chcę usiąść, bo bolą mnie
plecy. Wieczorami, jak wracałam po całym dniu na studiach lub później po pracy,
rozpinałam stanik, bo tak bolały. Często nawet zdejmowałam go w toalecie przed
wyjściem. Przytyłam i zaczęłam czuć się ze sobą bardzo źle. Kiedy tylko
podejmowałam próby ćwiczenia, kończyło się otarciami, a nawet krwawiącymi
ranami.
Przyjaciółka już od pewnego czasu podsyłała mi
informacje na temat operacji biustu, ale jeszcze się bałam takiej decyzji. Aż w
końcu doszło do tego, że po kilku godzinach chodzenia musiałam się kłaść, bo
miałam wrażenie, że kręgosłup złamie mi się na pół. Miałam już wtedy dobrze
dobrane staniki, ale to nie przynosiło ulgi. Na stałe miałam odciśnięte
ramiączka od stanika na ramionach. Budziłam się na dzień dobry z bólem
kręgosłupa.
W 2012 zdecydowałam się w końcu na operację
zmniejszenia piersi. Na prywatny zabieg nie było mnie stać, ale okazało się, że
NFZ robi takie. Więc podjęłam walkę o miejsce w kolejce. Najpierw musiałam
otrzymać skierowanie od lekarki rodzinnej do chirurga plastycznego ze wskazaniem
operacji. Udało mi się dostać skierowanie bez problemu, ale wiem, że
inne dziewczyny miały z tym problemy. Należy wtedy chodzić do lekarzy, aż do
skutku! Następnie odczekujemy kilka miesięcy na wizytę u chirurga. W międzyczasie
należy załatwić np. zaświadczenie od ortopedy, że mamy zmiany w kręgosłupie i
wskazana jest operacja zmniejszenia oraz
opinia od psychologa. W moim przypadku były to już nieodwracalne zmiany odcinka
szyjnego.
I tak wylądowałam
u chirurga plastycznego z moim biustem 80J. Nawet nie zajrzał do dokumentacji,
od razu powiedział, że konieczny jest zabieg.
Wyznaczono mi termin na początek 2013 roku.
Niestety z powodu różnych zmian strukturalnych i bałaganu w szpitalu operacja
bardzo mocno się odwlekła. W końcu wylądowałam na stole operacyjnym w czerwcu
2013 roku. Miałam wtedy 27 lat.
Bardzo bałam się bólu i pierwszych dni po
operacji. Co ciekawe zaraz po, przestał boleć mnie kręgosłup. Od razu! Jakby
ktoś magiczną różdżką usunął cały ból. Piersi wcale tak nie bolały, mimo, że
jestem osobą nadwrażliwą na ból. Życie było cudowne! A one piękne i malutkie ;)
Żółte, sine, ale malutkie. Przed operacją sporo schudłam, żeby potem biust mi
nie oklapł ;) Skończyłam z rozmiarem biustu – 70D, czyli idealnym!
Jakie są koszty takiej
operacji, ewentualne dofinansowanie?
Jak pisałam wcześniej, operacje można
zrobić prywatnie. Ale to koszt od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu tysięcy
złotych. Na NFZ ponosimy tylko koszt stanika i opatrunków, które robimy w domu.
Wtedy największy koszt to stanik pooperacyjny, który kosztował nieco ponad
200zł. Później piersi należy przemywać, smarować i czasem opatrzyć. Koszty
maści, bandaży, wody to maksymalnie 50zl miesięcznie. Potem oczywiście dochodzi
smarowanie blizn, w zależności od tego jak komuś bardzo przeszkadzają, można
używać najtańszych smarowideł na blizny, albo mega drogich (ponad 100zł). Mnie
blizny nie przeszkadzały i nie są aż tak widoczne, żeby je fanatycznie kremować
;)
Powrót do normalnego życia zajmuje
kilka dni. Jednak całkowite wygojenie piersi trwa od pół roku nawet do roku.
Co najzabawniejsze. Trzeba się nauczyć
chodzić na nowo! Każda zoperowana kobieta ma wrażenie, że piersi ciągną ja do
podłogi i chodzi zgarbiona z podniesionymi ramionami do góry. To jest najtrudniejsza
rzecz po całej operacji, zmienić postawę ciała, poza oczywiście podjęciem
decyzji o niej ;)
Wiem że nie odbyło się bez
komplikacji. Czy możesz o tym opowiedzieć?
W moim przypadku lekarze nie przeczytali
dokumentacji medycznej jaką dostarczyłam i skończyło się zakrzepicą w bardzo
ostrym wydaniu. Na dobę zostałam całkowicie unieruchomiona w łóżku. Potem
musiałam codziennie dostawać zastrzyki w brzuch. Najgorzej, że po wyjściu ze
szpitala musiałam sama je sobie robić. Mój brzuch wyglądał jak jeden wielki
siniak. Prawie rok trwała moja walka z zakrzepicą, zastrzykami, lekami doustnymi
i bieganiem na badania krwi co 3 dni. Ale ją wygrałam! Nie biorę już leków i
regularnie ćwiczę.
Co dla Ciebie zmieniło się
od czasu operacji, nie tylko fizycznie ale zwłaszcza psychicznie...
Wszystko! Odzyskałam życie. Dostałam szansę na
drugą młodość. Z tak dużym biustem jaki miałam, bez względu na to co założyłam
i tak wyglądałam wulgarnie. Wszyscy zwracali uwagę na moje piersi. Nie mogłam
biegać, ani ćwiczyć. Nawet obciąć sobie paznokci u stóp! Teraz jak idę
na imprezę to mogę być pierwsza i wyjść ostatnia, mogę przetańczyć całą noc. Nic
mnie już nie boli, bez problemu mogę ćwiczyć. W lato skóra pod piersiami mi nie
gnije. Mam staniki we wszystkich kolorach tęczy i wszystkich możliwych fasonach.
Co najlepsze, mogę nawet chodzić BEZ STANIKA! W końcu mogę żyć!
Zdjęcie przykładowe pokazujące piersi PRZED i PO operacji
*** Nie znałam wtedy Alicji, ale znam ją dziś. Szczupłą, uśmiechniętą kobietę, biegającą w maratonach. Myślę, że w poprzednim wydaniu byłoby to niemożliwe. Dlatego warto czasami podjąć radykalne decyzje, by zmienić jakość życia.
sobota, 16 kwietnia 2016
Facebook twoim własnym reality show
Chodziłyśmy razem do szkoły, nawet nie do tej samej czy równoległej klasy. W tamtym czasie nie zamieniłyśmy ani jednego słowa. Jednak dostałam zaproszenie od niej do grona znajomych na facebook`u. Byłam zainteresowana po co, skoro nie wykazywała zainteresowania moją osobą w tamtym czasie. Dlaczego robi to 5 lat później? Odpowiedzi jednoznacznej nie uzyskałam. Za to z ciekawością zaczęłam obserwować co się dzieje w jej życiu.
A materiał był zacny, istne reality show.
Dokładnie tak samo wyglądało jej życie jak ją zapamiętałam. Czyli słodkiej dziewczynki z koniem, której rodzice nigdy nie pozwolili wydorośleć, pomimo zbliżającej się trzydziestki. Aktywność na profilu była wzmożona- ja i moja sweet cudowna kawa, ja z przyjaciółkami, ja na zakupach, ja i mój samochód, ja i mój koń... oraz mój faworyt- ja i mój cudowny kochany przesweetaśny mąż. Dziubków, całusków, wyznań miłości w stylu: lofciam Cb, serduszek, foteczek ze ślubu i randeczek, nie było końca.
Jej wybranek wspaniały romantyk oświadczył się podjeżdżając pod okno na jej własnym koniu. Temat konia był raczej łatwy do załatwienia, delikwent musiał się tylko nauczyć na nim trzymać przez całe 20 minut. Ale czy to nie przesłodkie i przeurocze. Oczywiście fotorelacja odbyła się na profilu. Dokumentacja na koniu, na kolanku, kwiatuszki, pierścionek, łzy wzruszenia. Tylko pozazdrościć.
Pomimo zamienionych przez całe życie kilku zdań, od teraz wiedziałam co je, z kim, gdzie śpi i z kim. Wspaniale!
Z zaciekawieniem czekałam co dalej, jak rozwinie się sytuacja. Teraz zapewne zostaną przesłodkimi rodzicami, za słodkim bobaskiem. Jakie było moje zaskoczenie, gdy zaczęły pojawiać się fotki, ale już z innym panem, za to z z równie wylewnymi wyznaniami. Co się stało z poprzednim? Czy po uroczym ślubie, było równie urocze przyjęcie rozwodowe? To już nie zostało udokumentowane. A to przecież duża strata dla tych wszystkich którzy byli w temacie. To tak jakby w serialu wyciąć kilka odcinków, fabuła się urwała. Tak się po prostu nie robi.
Zastanawiam się czy ludzie czasami myślą nad tym co pokazują innym, obcym lub bardzo obcym. Nie powiem, lubię prowokować, wkładać kij w mrowisko i patrzeć jak mrówki biegają. Ale robię to celowo, by wywołać jakąś reakcję. Natomiast takiego pokazywania, tak zwanej prywaty, nie rozumiem z czego wynika, z ukrytego ekshibicjonizmu? Chęci pokazania się? Naiwności? Deficytu uwago? Nie wiem...
Życie innych potrafi być fascynujące i inspirujące. Są osoby wyjątkowe, kiedy wszystko ci opada patrzysz na ich drogę, odzyskujesz morale. Wzbierasz znów w walce. Oni są bodźcem niezaprzeczalnie, chwała im za to. Ale są to nieliczne osoby. A takie uzewnętrznianie się...nie jest w dobrym tonie. Olać ton, może jednak okazać się niebezpieczne. Zanim więc coś wrzucisz przesłitaśnego, może warto się zastanowić po co i kto na to będzie patrzył, czy nie robisz ze swojego życia show dla innych. No chyba, że robisz to świadomie i za dobre pieniądze. To już inny temat.
A materiał był zacny, istne reality show.
Dokładnie tak samo wyglądało jej życie jak ją zapamiętałam. Czyli słodkiej dziewczynki z koniem, której rodzice nigdy nie pozwolili wydorośleć, pomimo zbliżającej się trzydziestki. Aktywność na profilu była wzmożona- ja i moja sweet cudowna kawa, ja z przyjaciółkami, ja na zakupach, ja i mój samochód, ja i mój koń... oraz mój faworyt- ja i mój cudowny kochany przesweetaśny mąż. Dziubków, całusków, wyznań miłości w stylu: lofciam Cb, serduszek, foteczek ze ślubu i randeczek, nie było końca.
Jej wybranek wspaniały romantyk oświadczył się podjeżdżając pod okno na jej własnym koniu. Temat konia był raczej łatwy do załatwienia, delikwent musiał się tylko nauczyć na nim trzymać przez całe 20 minut. Ale czy to nie przesłodkie i przeurocze. Oczywiście fotorelacja odbyła się na profilu. Dokumentacja na koniu, na kolanku, kwiatuszki, pierścionek, łzy wzruszenia. Tylko pozazdrościć.
Pomimo zamienionych przez całe życie kilku zdań, od teraz wiedziałam co je, z kim, gdzie śpi i z kim. Wspaniale!
Z zaciekawieniem czekałam co dalej, jak rozwinie się sytuacja. Teraz zapewne zostaną przesłodkimi rodzicami, za słodkim bobaskiem. Jakie było moje zaskoczenie, gdy zaczęły pojawiać się fotki, ale już z innym panem, za to z z równie wylewnymi wyznaniami. Co się stało z poprzednim? Czy po uroczym ślubie, było równie urocze przyjęcie rozwodowe? To już nie zostało udokumentowane. A to przecież duża strata dla tych wszystkich którzy byli w temacie. To tak jakby w serialu wyciąć kilka odcinków, fabuła się urwała. Tak się po prostu nie robi.
Zastanawiam się czy ludzie czasami myślą nad tym co pokazują innym, obcym lub bardzo obcym. Nie powiem, lubię prowokować, wkładać kij w mrowisko i patrzeć jak mrówki biegają. Ale robię to celowo, by wywołać jakąś reakcję. Natomiast takiego pokazywania, tak zwanej prywaty, nie rozumiem z czego wynika, z ukrytego ekshibicjonizmu? Chęci pokazania się? Naiwności? Deficytu uwago? Nie wiem...
Życie innych potrafi być fascynujące i inspirujące. Są osoby wyjątkowe, kiedy wszystko ci opada patrzysz na ich drogę, odzyskujesz morale. Wzbierasz znów w walce. Oni są bodźcem niezaprzeczalnie, chwała im za to. Ale są to nieliczne osoby. A takie uzewnętrznianie się...nie jest w dobrym tonie. Olać ton, może jednak okazać się niebezpieczne. Zanim więc coś wrzucisz przesłitaśnego, może warto się zastanowić po co i kto na to będzie patrzył, czy nie robisz ze swojego życia show dla innych. No chyba, że robisz to świadomie i za dobre pieniądze. To już inny temat.
czwartek, 7 kwietnia 2016
Niezależna kobieta zmorą współczesnego faceta
Swojego czasu chadzając na randki, prędzej czy później z ust
faceta padało pytanie, a raczej stwierdzenie: ty też jesteś silna i niezależna,
prawda? Wtedy zaczynałam coś tam tłumaczyć, ale niewiele to dawało, bo właśnie
rozpoczynała się tyrada, że kobiety już nie potrzebują facetów. Nawet w
seksie potrafią same sobie poradzić, więc on jest im potrzebny jak rybie
rower- przejechać się można ale po co (K. Kofta). Dorabiają się szybciej
mieszkań, robią karierę, zarabiają więcej- jak się postarają. Generalnie
panowie czują się niepotrzebni, a ich rola staje się bliżej nieokreślona. Jasne,
jest grono tych deklarujących, iż wcale by im nie przeszkadzało, kiedy kobieta
więcej by zarabiała, odnosiła sukcesy itd. Należą oni jednak do mniejszości. Deklaracje deklaracjami, a jak by się to skończyło to inna historia. Doskonała większość hołduje staroświeckim poglądom, potrzebują znać swoje
miejsce w szeregu.
Co znaczy kobieta
niezależna dla mnie. Dziś. Kiedy mam 30 lat.
Będąc dwudziestolatką oznaczało to niezależność finansową i
ogólnie życiową. Uniezależnienie się od drugiego człowieka. Chcesz przybić
sobie gwoździa? Zrób to sama. Chcesz wyjechać na drugi koniec świata? Jedź, nie
pytając o zdanie. Chcesz mieć swoje gniazdko? To je sobie kup… tak jak i
wszystko inne.
Pochodzę z klanu silnych kobiet, to babcia, matka i ciotka
trzymały dom, rodzinę w garści, a jak trzeba było całą okolicę. Były cholernie
skuteczne, ale czy szczęśliwe? Czy ściskanie we własnych garściach wszystkiego i
wszystkich wyszło im na dobre? Dobrze jest znać swoją moc, co nie oznacza, iż
zawsze trzeba jej używać w maksymalnych ilościach. Widziałam je rozżalone, że
nie mogą liczyć na mężów, w razie W są zmuszone same iść na barykady, czy to
chodziło o pieniądze czy cokolwiek innego. Uporem przebijały mury, stawiały
domy lub rodzinę do pionu. Pchały do przodu swoich facetów, to dzięki nim oni
mieli pozycję. Pytanie czy o to chodzi?!
Dziś dla mnie kobieta niezależna to taka, która robi swoje,
osiąga to co chce, ale nie szarpie się z tym w pojedynkę. Ma u boku równie
ogarniętego mężczyznę, na którego może liczyć- słowo klucz. Nie bierze sobie
synka na odchowanie, ani pana, którego jak kwiatka hoduje na parapecie. Facet
ma być utylitarny. Można na niego liczyć. Swobodnie korzystać z jego chęci
niesienia pomocy, opieki. On także ma swój plan na życie i go realizuje. Nie
potrzebuje pchania do przodu. Usmaży jajecznicę i nie trzeba drżeć kiedy
zostanie sam z obawy, że padnie z głodu. Majty także potrafi uprać bez ofiar w ludziach i sprzętach.
A kobieta... doskonale wie, że sama mogłaby przestawić ścianę,
pomalować cały dom, położyć kafelki. Nie robi tego jednak. Nazwijmy to-
oddelegowuje zadania. Nie nosi siat z zakupami, nie kopie ogródka czy pali w
piecu. Robi to jej mężczyzna, a jeśli takowego nie posiada, ma przecież wielu znajomych chętnych do niesienia pomocy. Ona w tym czasie ma czas dla siebie, książka, depilacja,
maseczki, ploteczki.
Nie płacz, że jesteś urobiona po uszy i nie masz czasu dla siebie, jeśli o ten czas nie prosisz. Nie płacz, że sama byś to lepiej zrobiła, bo widziałaś co brałaś…
Nie płacz, że jesteś urobiona po uszy i nie masz czasu dla siebie, jeśli o ten czas nie prosisz. Nie płacz, że sama byś to lepiej zrobiła, bo widziałaś co brałaś…
Jeśli każdy w związku zna swoje zadania, czuje się
bezpiecznie. Umiejętność proszenia o wsparcie jest dość ważną kwestią i długo
nie byłam jej fanką. Pamiętam z dzieciństwa jak o cokolwiek prosiłam ojca. Doprosić
się było ciężko, a częstokroć efekt nie był zadowalający. Do tego musiałam się
nasłuchać tyrady i aktów niezadowolenia. To nie sprzyja rozwojowi tej
kompetencji. Ale sprawczynią takiej sytuacji była moja matka, która go oduczyła
robienia czegokolwiek. Ręce jej opadały, gdy brał się za najprostsze czynności, więc go odciążyła całkowicie.
Dziś jestem odporna
psychicznie i jeśli nie mogę liczyć na potencjalną pomoc partnera bo: jest tak
zajęty sobą, robi łaskę, zbawia świat, zamiast zbawiać siebie i swoje
najbliższe otoczenie, nie ma czasu na nic, nie ma czasu dla mnie, to się
żegnamy. Przed oczami staje mi obraz matki z piętnastoma siatami, malutką mną
oraz koniecznością przebycia dalekiej drogi do domu trzema autobusami. Nie,
dziękuję. A ta sytuacja mogłaby całkowicie inaczej wyglądać, ale to już kwestia
wyboru, gustu i konsekwencji. Czasami mniej znaczy więcej. Bądź tym Puchem, któremu trzeba usuwać pyłek spod nóg, a że w torebce masz młotek na wszelki wypadek i scyzoryk szwajcarski... to już inna kwestia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













